Rozdział 2
10:28Mój mózg, mimo zjedzonego posiłku w Macu, był zmęczony.Czułam, jakby każda komórka mojego ciała krzyczała ze zmęczenia. Jednak, zamiast położyć się spać, ja oglądałam tą durną telewizję.
Nagle usłyszałam dźwięk dzwonka. Odebrałam.
- Halo? - zapytałam.
- O, hej, to ja, ten chłopak, którego spotkałaś w kawiarni - odezwał się głos po drugiej stronie.
- Ten wyższy czy niższy? - tak naprawdę mnie to obchodziło, chciałam skończyć tą rozmowę i dalej z wyczerpania oglądać telewizję.
- Wyższy. Jestem Beau. Chciałem zapytać, czy pójdziesz jutro ze mną na plaże? - zapytał.
Co? Jak to? Miałam się przecież nie spotykać z chłopakami. Moje myśli, odradzały mi pójście na plaże z Beau. Jednak, jak, zwykle powiedziałam coś, innego niż myślałam.
- Dobra. O dwunastej na plaży. To pa. - rozłączyłam się i odłożyłam telefon na szafkę.
Była szósta rano, a ja nie spałam całą noc i teraz, nie mogłam wstać z łóżka. Najchętniej przez cały dzień, bym spała, ale nie mogę, bo już za 6 godzin, spotykam się z Beau, na samą myśl brzuch mnie boli i nogi zaczynają mi się trząść, Postanowiłam, że się prześpię i nastawię sobie budzik na siódmą. I, jak postanowiłam, tak zrobiłam. Obudziłam się o 7:30, chyba nie usłyszałam budzika. Jednak byłam zmęczona, półtorej godziny snu, przez ten czas, żaden człowiek nie wypocznie.
Miałam nadzieję, że ten dzień będzie udany, od razu po wstaniu, umyłam się i ubrałam.
Zamówiłam w recepcji dwa naleśniki i cafe latte. Po pięciu minutach, doczekałam się swojego śniadania. Było ciepłe, więc odczekałam chwile, a potem całe jedzenie zniknęło z talerza, tak szybko, jak się pojawiło. Po napełnieniu mojego brzucha, postanowiłam, że pójdę zobaczyć co tam słychać u dziewczyn. Przypomniało mi się, że nie widziałam ich od wczorajszego popołudnia, jak zniknęły w sklepie. Nic, nie wiedziały o tajemniczych chłopakach i o dzisiejszym spotkaniu na plaży. Chciałam od je wtajemniczyć, wyszłam z pokoju i podeszłam, najpierw po drzwi Caroline - ponieważ, były bliżej - ujrzałam, że na klamce wisi plakietka z napisem "nie pukać". Poczułam się dziwnie, moja przyjaciółka nigdy, tak nie robiła. Ale odetchnęłam i pomyślałam, że na pewno Camila mi wyjaśni, o co chodzi. Poszłam pod jej drzwi, nie było żadnej plakietki, więc zapukałam. Uspokoiłam się trochę, bo wiedziałam, że Camila mi wszystko wytłumaczy. Drzwi się otworzyły, a w środku stała moja przyjaciółka, ze zwyczajnym uśmiechem. W sumie, to nie było normalne, przecież zwykle, by się o mnie martwiła, krzyczała, by na mnie, a ona nic, po prostu stała, jakby wszystko było normalnie.
- No chodź - powiedziała, ciągnąc mnie za rękę do środka. Jej pokój hotelowy wyglądał, tak samo, jak mój, pewnie czuła się nieswojo, bo ona lubi żywe kolory, a nie takie stonowane. To pomieszczenie, nie pasowało do jej charakteru.
- Nie pytasz się, gdzie byłam? - zdziwiłam się.
- Liczyłam, że od razu mi powiesz! - powiedziała zimnym tonem.
Nagle, jej wyraz twarzy zmienił się, była wściekła, ale w głębi serca cieszyłam się, bo to oznaczało, że się o mnie troszczy.
- Zgubiłam was w sklepie, a potem ... - zaczęłam jej opowiadać o wszystkim, co mnie wczoraj spotkało. Gdy skończyłam wypowiedź. Camila, nie mogła wydusić z siebie słowa.
- Uważam, że to zły pomysł się dzisiaj z nimi spotykać - zaczęła swoim stanowczym tonem.
- No, to chodź ze mną - zaproponowałam jej, ale znałam, już jej odpowiedź. Ona zawsze uważała, że ludzie poznani przypadkowo, tak naprawdę mają złe zamiary.
- Nie, nie, kategorycznie nie, wiesz, że ... - odpowiedziała.
Nie słuchałam jej, zaczęłam gapić się w ekran Iphona, miałam nadzieję, że zaraz ktoś zadzwoni i uratuję mnie od tej szalenie interesującej wypowiedzi Camili. Jednak, nic, żadnej nowej wiadomości, ani połączenia.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz Ashley? - zapytała.
Nagle przypomniało mi się coś.
- Czemu Caroline ma zawieszoną tabliczkę na klamce? - zapytałam.
Widziałam zakłopotanie w oczach mojej przyjaciółki.
- Ja, nie wiem - odpowiedziała, przygnębiona.
- Jak to? - zdziwiłam się.
- Ona wczoraj poszła na imprezę, wróciła z chłopakiem i wiesz ... - tu zrobiła pauzę.
Nie, to nie możliwe, nie moja Caroline, nie ona, to do niej niepodobne.
- Wiesz co, to na pewno, przez alkohol, chciała się wyszaleć i takie tam. - oznajmiłam z uśmiechem.
- Pewnie, masz racje i wiesz, co pójdę z tobą na, to spotkanie - odpowiedziała.
Zdziwiłam się, ale, też byłam szczęśliwa, że, ktoś, pójdzie ze mną.
- No to, przebieraj się! - powiedziałam, prawie krzycząc.
Gdy wyszłyśmy z hotelu, było w pół do dwunastej. Miałam na sobie bluzkę, którą sobie wczoraj kupiłam, czarne spodenki, czarne vansy i okulary przeciwsłoneczne. Włosy były związane w kok. Camila wyglądała podobnie, tylko miała bluzkę na ramiączkach - białą z niebieskim napisem.
Poszłyśmy w stronę plaży. W między czasie gadałyśmy, co będzie, jak wrócimy. Jednak, gdy tak rozmawiałyśmy, spostrzegłam, że już jesteśmy na miejscu, nigdzie nie widziałam Beau, może po prostu dlatego, że widziałam go jeden raz.
Postanowiłyśmy, że pójdziemy się gdzieś położyć, ja dalej się rozglądałam, zaczęłam odczuwać upokorzenie, smutek i złość. Myślałam, że znowu zostałam oszukana. Straciłam nadzieję, gdy, nagle zobaczyłam go, do połowy siedział zanurzony w wodzie, poczułam ulgę, jednak nie wiedziałam, co mam teraz zrobić. Zawołać? Tak po prostu. Camila dalej szła, nawet nie zauważyła, że stanęłam i wgapiam się w ten sam punkt, od dłuższej chwili.
Podbiegłam do niej i pomyślałam, że zadzwonię do niego, za jakieś 5 minut.
Rozłożyłyśmy ręczniki, rozebrałyśmy się z ubrań, zostając w strojach kąpielowych i usiadłyśmy. Co dalej? Zadzwonić? A może sam mnie zauważy?
- No, to gdzie on jest? - zapytała Camila.
Co miałam jej odpowiedzieć? Że boję się do niego podejść? Postanowiłam, udać, że dopiero go zobaczyłam.
- O, patrz tam jest! - odpowiedziałam, wskazując na niego.
To chodź, podejdziemy tam - powiedziała Camila.
Szłyśmy teraz w jego stronę, ale nie był sam. Otaczali go, jacyś ludzie, a nawet, jakaś blondynka.
Stanęłyśmy na brzegu, nie wiedziałam co dalej. Nagle, ktoś dotknął moich pleców, odwróciłam się.
Był to niższy chłopak, spotkałam go wczoraj przy kawiarni.
- Cześć - przywitał się i uśmiechnął.
Miał bardzo ładny uśmiech o oczy.
- Hej, jak mnie zauważyłeś? - zapytałam.
- To nie było trudne, wiedziałem jak wyglądasz, mam pamięć do twarzy - odpowiedział.
W tym czasie moja przyjaciółka zakaszlała.
- Oh, to jest moja przyjaciółka Camila - powiedziałam.
- Cześć, może zawołam chłopaków? - zapytał.
- Dobrze - odpowiedziałam.
I nagle poczułam, jak ktoś dotyka mojego ciała z tyłu. Był to Beau. W momencie, gdy jego ręce dotknęły mojego ciała, lekko się przestraszyłam i przeszedł mnie dreszcz. Jednak, po chwili poczułam się bezpiecznie. Uścisnął mnie od tyłu, a ja odwzajemniłam to. Gdy się odwróciłam, zobaczyłam jego muskularne ciało.
- Hej, co tam u ciebie? - zapytał się tak, jakbyśmy znali się całe życie.
- Jakoś leci - odparłam.
Nagle zjawili się jego koledzy. Każdy był w swoim rodzaju przystojny. Byli paczką, najlepszymi przyjaciółmi.
- To są ... -zaczął opowiadać.
Tak dowiedziałam się, że są grupą i nazywają się Janoskians, nagrywają śmieszne (a raczej żałosne) filmiki na You Tuba. Chlopak z blond włosami nazywał się Daniel, byli też bliźniacy Luke i Jai, byli braćmi Beau (młodszymi oczywiście). Można ich było rozróżnić, po tym że Luke miał kropkę na nosie, a Jai nie. Był jeszcze James, nie wyróżniał się niczym nadzwyczajnym. Był zwykłym, normalnym chłopakiem (tak przynajmniej mi się wydawało)
- Skoro, już wszystkich znasz, to muszę ci powiedzieć, że jesteś bardzo ładna. - zaczął Daniel.
Na te słowa wszyscy zaczęli się śmiać, łącznie z moją przyjaciółką. Jednak ja czułam się nie zręcznie. Jai chyba to zauważył i jako jedyny przestał się śmiać.
- Może przyłączycie się do nas? - zaproponował.
Chciałam coś powiedzieć, jednak Camila mi przeszkodziła.
- Wiecie co, ja chyba pójdę sprawdzić co z Caroline. Więc, miłej zabawy - powiedziała z uśmiechem i sobie poszła.
Z jednej strony byłam zdziwiona, ale domyśliłam się, dlaczego to zrobiła. Wiedziała, jakie miałam przeżycia z chłopakami i znowu chciała mnie zeswatać.
- No, to zostałaś sama! - powiedział z uśmieszkiem Beau.
I nagle złapał mnie za uda i wrzucił do wody.
- Masz idealną figurę - stwierdził Luke.
- To nie prawda - odparłam.
- Dobra, później będziemy jej prawić komplementy - odparł Beau.
I wszyscy poszliśmy do wody.
0 komentarze